Godzilla

Godzilla Amerykańscy filmowcy słyną z tego, że bardzo chętnie i często powielają sprawdzone, japońskie schematy - tak też postąpili z Godzillą. To legendarny stwór z oceanu, który wychodzi na powierzchnię tylko wtedy, kiedy ma ochotę narozrabiać. I tak też się stało - Godzilla w wersji jankseskiej musiała ujrzeć światło dzienne. Podczas jednej z ekspedycji podwodnych, łódź budzi do życia prehistorycznego potwora, który jest z tego powodu bardzo wściekły. Jedyny z ocalałych nazywa go Godzillą i tak już zostaje. Po kilku dniach, kiedy wszyscy powoli zaczynają zapominać o sprawie, z morza wyłania się potwór i idzie w stronę Manhattanu w Nowym Jorku. Wielkie spustoszenie, zawalone budynki, wściekle rozmachane efekty specjalne - wszystkiego tutaj jest w brud. Oczywiście prócz czegoś, co naprawdę wciągnęłoby uwagę widza. Film jest schematyczny, rozpoczyna się nieźle, ale potem jest już w stylu iście amerykańskim - czyli im więcej efektów specjalnych, tym lepiej. Godzilla zabija masę ludzi, równa Nowy Jork z powierzchnią Atlantyku i tyle. Końcówka mówi o kontynuacji, ale na razie ani widu, ani słychu w tej sprawie. I bardzo dobrze w sumie.